Gdy nie możesz spać w nocy, nie rób nic, zamknij oczy
I udawaj przed światem, ze spisz
Zacznij snuć skryte plany, jak to zrobić, by rano
Z tego świata nie został ni liść
Kiedy pęka ci w głowie myśl, że nadszedł już koniec
Kiedy dłonie sztywnieją na kość
Podpal sobą ulice, zacznij szarpać i krzyczeć
Ja ci szybko wybaczę tę złość
Na wszystkie cztery strony, ten świat popierdolony!
Na wszystkie cztery strony, ten świat popierdolony!
Na wszystkie cztery strony, ten świat popierdolony!
Na wszystkie cztery strony, ten świat popierdolony!
Kiedy wkoło nic nie ma, kiedy pali się ziemia
Czarne słońce ma w herbie twój los
Nędzny twój anioł stróż w plecy wbity ma nóż
Ty mu jeszcze w podzięce złam nos!
Kiedy jest niewygodnie, kiedy robi się chłodniej
A za szyba panoszy się mrok
Głupi sen sobie wyśnij i za gardło go ściśnij,
W ciemna przyszłość bez sensu zrób krok
Na wszystkie cztery strony, ten świat popierdolony!
Na wszystkie cztery strony, ten świat popierdolony!
Na wszystkie cztery strony, ten świat popierdolony!
Na wszystkie cztery strony, ten świat popierdolony!
Na wszystkie cztery strony, ten świat popierdolony!
Na wszystkie cztery strony, ten świat popierdolony!
niedziela, 21 kwietnia 2013
wtorek, 6 listopada 2012
Czuję się, jakbym mówił do ściany.
We własnym domu jestem pokonany.
Wzrokiem uciekasz, w drzwiach się mijamy.
We własnym domu pokonany.
Złość milczeniem spływa po Tobie.
Przesiąka nim powietrze, więdną kwiaty w ogrodzie.
Paruje i skrapla, osiada na ścianach.
Dom chłonie toksyny i jątrzy się rana
Obojętność boleśnie wbija nóż w serce
A ręce są jak obce i zaciskają pętle.
Wiem, że nie mam żadnych szans
Dlatego spróbuję jeszcze raz.
Spróbuję jeszcze raz.
Milczysz znów, nie odpowiadasz.
Nie wiem sam za co mnie karasz.
Przebacz mi, jestem jak trup.
Daj mi szansę, spróbujemy znów.
Dławią się nieśmiałe słowa pojednania w gardle.
W imadle pretensji zdeptane na dnie.
To co oschłe w głos drwi z tego co miłosne
A to, co dobre wydaje się słabe i żałosne.
Tyle miłości wyplutej wśród wyzwisk.
Co dzień deptanej przez nas w poszukiwaniu winnych.
Wiem, że nie mam żadnych szans.
Dlatego spróbuję jeszcze raz.
Spróbuję jeszcze raz.
Jest tak duszno, otwieram okno, oddycham mocno.
I mroźne powietrze owiewa mi twarz.
Nie umiesz oddać siebie, to jak możesz dostać wszystko?
To wszystko tak blisko przy sobie masz.
Krzyczę głośno w noc, chyba nie mam szans.
Ale wiem, że mimo wszystko spróbuję jeszcze raz.
Krzyczę w noc, chyba nie mam szans.
Ale wiem, że mimo wszystko spróbuję jeszcze raz.
Spróbuję jeszcze raz.
We własnym domu jestem pokonany.
Wzrokiem uciekasz, w drzwiach się mijamy.
We własnym domu pokonany.
Złość milczeniem spływa po Tobie.
Przesiąka nim powietrze, więdną kwiaty w ogrodzie.
Paruje i skrapla, osiada na ścianach.
Dom chłonie toksyny i jątrzy się rana
Obojętność boleśnie wbija nóż w serce
A ręce są jak obce i zaciskają pętle.
Wiem, że nie mam żadnych szans
Dlatego spróbuję jeszcze raz.
Spróbuję jeszcze raz.
Milczysz znów, nie odpowiadasz.
Nie wiem sam za co mnie karasz.
Przebacz mi, jestem jak trup.
Daj mi szansę, spróbujemy znów.
Dławią się nieśmiałe słowa pojednania w gardle.
W imadle pretensji zdeptane na dnie.
To co oschłe w głos drwi z tego co miłosne
A to, co dobre wydaje się słabe i żałosne.
Tyle miłości wyplutej wśród wyzwisk.
Co dzień deptanej przez nas w poszukiwaniu winnych.
Wiem, że nie mam żadnych szans.
Dlatego spróbuję jeszcze raz.
Spróbuję jeszcze raz.
Jest tak duszno, otwieram okno, oddycham mocno.
I mroźne powietrze owiewa mi twarz.
Nie umiesz oddać siebie, to jak możesz dostać wszystko?
To wszystko tak blisko przy sobie masz.
Krzyczę głośno w noc, chyba nie mam szans.
Ale wiem, że mimo wszystko spróbuję jeszcze raz.
Krzyczę w noc, chyba nie mam szans.
Ale wiem, że mimo wszystko spróbuję jeszcze raz.
Spróbuję jeszcze raz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)